Zaczęło się od zwykłej skargi przy stole: całodzienna robota w oborze kończy się wieczorem, przy zeszycie i Excelu, przepisywaniem tego, co i tak już raz się zapisało. Hodowca dzwoni po tydzień później z pytaniem, co dokładnie było u krowy numer tyle a tyle, a odpowiedź leży gdzieś w notatkach sprzed trzech wizyt.
Pierwsza wersja była prosta do bólu i miała jednego użytkownika. Działała przy poskromie, czyli tam, gdzie liczy się, żeby wpis zajmował sekundy, a nie minutę, i żeby wszystko dało się zrobić w rękawicach. Każda kolejna funkcja brała się z tego samego miejsca: z czegoś, co realnie przeszkadzało w pracy.
Dlatego w Cownt nie ma rzeczy, których nikt nie używa. Kody ICAR są, bo weterynarz i hodowca muszą się dogadać. Tryb offline jest, bo w oborze nie ma zasięgu. Sterowanie głosem jest, bo ręce są mokre i zajęte. Nic z tego nie wyszło z prezentacji o strategii produktu.